Na jeziorze spędziliśmy równe trzy doby. Zaczęliśmy w sobotę 20 marca około godziny 15-tej, i zakończyliśmy około 15-tej we wtorek 23 marca.
Pokonaliśmy w tym czasie 260 km jadąc po zamarzniętej powierzchni jeziora i zataczając wokół niego pętlę. Dokonaliśmy tego jako pierwsi Polacy, pierwsi maszerzy z Polski.
Wyprawa stała się dla nas ogromnym źródłem doświadczenia i wiedzy, doskonałym sprawdzianem naszych możliwości i umiejętności, czyli dokładnie tym, czym miała być.
To był jej główny cel, który zrealizowaliśmy w 100 procentach.
Znakomicie sprawdziły się psy. Dały sobie świetnie radę z trudnymi warunkami, z którymi nigdy wcześniej nie miały do czynienia. Rozwiały tym samym nasze wszystkie obawy, które spędzały nam sen z powiek przed wyprawą.
Także my sami stanęliśmy na wysokości zadania. W zasadzie nie mieliśmy żadnych problemów kondycyjnych, zdrowotnych i motywacyjnych, o które nie trudno na takim dystansie.
Na pewno ogromny wpływ miał na to sprzęt, którego używaliśmy, a który spisał się bez zarzutu.
Był to
- namiot FIGHTER i śpiwory ANAPURNA firmy HUSKY
- buty Glacier firmy Sorel
- puchowe kurtki PANDA, rękawice, polary ICY oraz bieliznę termoaktywną SCORPION firmy YETI
- karmę dla psów SUPREME ADULT SPORT firmy HAPPY DOG
Podsumowując bardzo udana wyprawa, świetna przygoda i cała masa wrażeń, które pozostaną w naszej pamięci na zawsze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sponsor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sponsor. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 maja 2010
piątek, 12 marca 2010
YETI oraz HAPPY DOG
W ostatnim czasie dołączyły do naszego projektu jako sponsorzy dwie bardzo solidne firmy z "naszej" branży.
Yeti to producent docenianej na całym świecie puchowej odzieży i znakomitych puchowych śpiworów. Zawsze bardzo nam zależało na współpracy z tą właśnie firmą ze względu na wysoką jakość ich wyrobów. Marzenie się spełniło! Wśród naszej odzieży znalazły się puchowe kurtki, rękawice, polary, bielizna termoaktywna, a nawet kosmetyczka firmy Yeti.
Bardzo dziękujemy firmie za wsparcie.

Happy Dog natomiast to świetna karma dla psów. Prawdziwa niemiecka jakość, a do tego bardzo smaczna. Nasze psy po prostu za nią przepadają. I bardzo nas to cieszy, ponieważ znajduje się w niej wszystko to, co ciężko pracującym psom jest potrzebne.
Bardzo dziękujemy firmie Happy Dog oraz polskiej firmie Hobby z pod bydgoskiej Kobylarni, będącej wyłącznym dystrybutorem tej karmy na Polskę.
Wsparcie firm Yeti i Happy Dog jest dla nas bardzo istotne, gdyż nie sposób działać w polarnych warunkach bez dobrej odzieży i znakomitej karmy dla psów.
Jeszcze raz bardzo dziękujemy!
Yeti to producent docenianej na całym świecie puchowej odzieży i znakomitych puchowych śpiworów. Zawsze bardzo nam zależało na współpracy z tą właśnie firmą ze względu na wysoką jakość ich wyrobów. Marzenie się spełniło! Wśród naszej odzieży znalazły się puchowe kurtki, rękawice, polary, bielizna termoaktywna, a nawet kosmetyczka firmy Yeti.Bardzo dziękujemy firmie za wsparcie.

Happy Dog natomiast to świetna karma dla psów. Prawdziwa niemiecka jakość, a do tego bardzo smaczna. Nasze psy po prostu za nią przepadają. I bardzo nas to cieszy, ponieważ znajduje się w niej wszystko to, co ciężko pracującym psom jest potrzebne.
Bardzo dziękujemy firmie Happy Dog oraz polskiej firmie Hobby z pod bydgoskiej Kobylarni, będącej wyłącznym dystrybutorem tej karmy na Polskę.
Wsparcie firm Yeti i Happy Dog jest dla nas bardzo istotne, gdyż nie sposób działać w polarnych warunkach bez dobrej odzieży i znakomitej karmy dla psów.
Jeszcze raz bardzo dziękujemy!
niedziela, 7 lutego 2010
Żarty się skończyły!
Od ostatniego posta minęło trochę czasu, ale też wydarzyło się bardzo wiele.
Tydzień temu dopadło nas to co w mushingu najgorsze i nieuniknione zarazem, czyli śmierć psa. Tym razem ślepy los zabrał nam weterankę Whisky. Więcej na ten temat w poście Żegnaj Whisky
Ludzi z naszego teamu też nie oszczędziły choroby, ale najgorsze za nami. Niestety zegar tyka i czas rozpoczęcia wyprawy coraz bliżej. Tymczasem po tych wszystkich opadach śniegu rozpoczęły się dla nas chwile wybitnie ciężkiej pracy.
Zgodnie z założeniami treningowymi w styczniu i lutym mieliśmy przejechać co najmniej 1000 kilometrów podczas treningów, jednak ze względu na niespotykaną u nas grubość pokrywy śnieżnej nie mamy najmniejszych szans nawet zbliżyć się do tej ilości.
Przejechanie 20 kilometrów jednym ciągiem jest w tych warunkach wyczynem.





Śniegu niekiedy jest tak dużo, że konieczne staje się przecieranie szlaku przed psami, gdyż one niemal w nim znikają. Ma to tę pozytywną stronę, że w tej chwili nie ma szansy spotkać kogokolwiek w lesie, a jedynymi śladami ludzkiej obecności są nasze ślady i sporadycznie koleiny po traktorze dowożącym pokarm dla zwierząt do paśników. Takie udogodnienia jak owe koleiny wykorzystujemy jak tylko się da, aby ulżyć psom i sobie.





Treningi zamieniły się w tych warunkach w katorżniczą dosłownie pracę, ale mamy też nadzieję, że zaprocentuje ona wspaniale na wyprawie. Prawdopodobnie bieganie w takim śniegu będzie źródłem nieprawdopodobnej mocy psów, a skoro na Inarijarvi śniegu będzie o wiele mniej, ponadto będzie on mocno przewiany i bardzo twardy, to nasz trening może się okazać bardzo skutecznym.





Przez to wszystko porobiło się tak, że nasz syn Kacper najczęściej wraca ze szkoły zaprzęgiem. Po prostu na koniec treningu zajeżdżamy po niego zaprzęgiem pod szkołę, tornister ląduje w worku sań, a Kacpi na ich płozach i jedziemy do domu. Wzbudzając, rzecz jasne niemałe zdumienie wśród rodziców i innych uczniów.




Na dodatek w ramach gratisowych atrakcji musimy mijać po drodze martwego jelenia. Nie mamy bowiem w tym miejscu innej możliwości. Zgłosiliśmy oczywiście jego obecność miejscowym myśliwym, ale oni ze względu na trudny dostęp mają teraz spory problem z usunięciem go. Wszak to wielkie i ciężkie zwierze i nie da się tak po prostu wziąć go pod pachę i wynieść. Problemu nie mają z tym lisy i kruki, które konsekwentnie go zjadają. Może za, powiedzmy tydzień, problem dosłownie zniknie.



Wreszcie też przetestowaliśmy otrzymany od sponsora namiot firmy Husky. Urządzenie mające zastąpić nam dom na jeziorze Inari, sprawia bardzo pozytywne wrażenie i powinno sprostać naszym wymaganiom. Testowaliśmy go w kilkunastostopniowym mrozie i wszystko było w porządku. Jest prosty w "obsłudze", nieprzewiewny i wydaje się, że posiada bardzo sprawny system wentylacji, co przy dużym mrozie ma ogromne znaczenie. Musimy jedynie zaopatrzyć się w kilka lodowych śrub, których nie ma w wyposażeniu żadnego z takich namiotów, a na zamarzniętej tafli jeziora tylko one pozwalają skutecznie przytwierdzić namiot do podłoża.


Tydzień temu dopadło nas to co w mushingu najgorsze i nieuniknione zarazem, czyli śmierć psa. Tym razem ślepy los zabrał nam weterankę Whisky. Więcej na ten temat w poście Żegnaj Whisky
Ludzi z naszego teamu też nie oszczędziły choroby, ale najgorsze za nami. Niestety zegar tyka i czas rozpoczęcia wyprawy coraz bliżej. Tymczasem po tych wszystkich opadach śniegu rozpoczęły się dla nas chwile wybitnie ciężkiej pracy.
Zgodnie z założeniami treningowymi w styczniu i lutym mieliśmy przejechać co najmniej 1000 kilometrów podczas treningów, jednak ze względu na niespotykaną u nas grubość pokrywy śnieżnej nie mamy najmniejszych szans nawet zbliżyć się do tej ilości.
Przejechanie 20 kilometrów jednym ciągiem jest w tych warunkach wyczynem.





Śniegu niekiedy jest tak dużo, że konieczne staje się przecieranie szlaku przed psami, gdyż one niemal w nim znikają. Ma to tę pozytywną stronę, że w tej chwili nie ma szansy spotkać kogokolwiek w lesie, a jedynymi śladami ludzkiej obecności są nasze ślady i sporadycznie koleiny po traktorze dowożącym pokarm dla zwierząt do paśników. Takie udogodnienia jak owe koleiny wykorzystujemy jak tylko się da, aby ulżyć psom i sobie.





Treningi zamieniły się w tych warunkach w katorżniczą dosłownie pracę, ale mamy też nadzieję, że zaprocentuje ona wspaniale na wyprawie. Prawdopodobnie bieganie w takim śniegu będzie źródłem nieprawdopodobnej mocy psów, a skoro na Inarijarvi śniegu będzie o wiele mniej, ponadto będzie on mocno przewiany i bardzo twardy, to nasz trening może się okazać bardzo skutecznym.





Przez to wszystko porobiło się tak, że nasz syn Kacper najczęściej wraca ze szkoły zaprzęgiem. Po prostu na koniec treningu zajeżdżamy po niego zaprzęgiem pod szkołę, tornister ląduje w worku sań, a Kacpi na ich płozach i jedziemy do domu. Wzbudzając, rzecz jasne niemałe zdumienie wśród rodziców i innych uczniów.




Na dodatek w ramach gratisowych atrakcji musimy mijać po drodze martwego jelenia. Nie mamy bowiem w tym miejscu innej możliwości. Zgłosiliśmy oczywiście jego obecność miejscowym myśliwym, ale oni ze względu na trudny dostęp mają teraz spory problem z usunięciem go. Wszak to wielkie i ciężkie zwierze i nie da się tak po prostu wziąć go pod pachę i wynieść. Problemu nie mają z tym lisy i kruki, które konsekwentnie go zjadają. Może za, powiedzmy tydzień, problem dosłownie zniknie.



Wreszcie też przetestowaliśmy otrzymany od sponsora namiot firmy Husky. Urządzenie mające zastąpić nam dom na jeziorze Inari, sprawia bardzo pozytywne wrażenie i powinno sprostać naszym wymaganiom. Testowaliśmy go w kilkunastostopniowym mrozie i wszystko było w porządku. Jest prosty w "obsłudze", nieprzewiewny i wydaje się, że posiada bardzo sprawny system wentylacji, co przy dużym mrozie ma ogromne znaczenie. Musimy jedynie zaopatrzyć się w kilka lodowych śrub, których nie ma w wyposażeniu żadnego z takich namiotów, a na zamarzniętej tafli jeziora tylko one pozwalają skutecznie przytwierdzić namiot do podłoża.


wtorek, 24 listopada 2009
HUSKY naszym sponsorem!

Jest nam niezwykle miło poinformować, iż dzięki uprzejmości Pana Romana Szczęsnego, wyłącznego dystrybutora na Polskę odzieży outdoorowej firmy HUSKY, otrzymaliśmy bardzo ciepłe kurtki i spodnie oraz ekstremalne śpiwory i namiot.
Sprzęt HUSKY przejdzie wraz z nami ostry lapoński test i na pewno go zaliczy.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą HUSKY na stronie huskypolska.pl oraz w dobrych sklepach z odzieżą turystyczną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)